KILKA SŁÓW WSTĘPU

 

Święto to obecnie bywa różnie nazywane w Skandynawii: Sankthans, Jonsok lub Midsommer. Dwie pierwsze nazwy nawiązują do tradycji chrześcijańskiej i św. Jana Chrzciciela (Hans i Jon to odmiany imienia Jan). Jak to często bywa, Kościół okrył stare pogańskie zwyczaje pierzynką wierzeń chrześcijańskich. Wykorzenienie dawnych tradycji i obrzędów to trudne zadanie – łatwiej było po prostu je przerobić i nadać im nowe znaczenie.

Dawniej moment Letniego Przesilenia nazywany był Midsommerfesten (święto Środka Lata), a parę tygodnii później obchodzono Midsommerblot (obrzęd/ofiara Środka Lata). Właśnie wtedy można było przepowiedzieć pogodę na jesień, co stanowiło niezwykle ważną informację dla ludzi żyjących w minionych stuleciach. W Skandynawii dopiero w lipcu można mówić o prawdziwym środku lata.
Wg rolniczych kalendarzy deseczkowych (primestav) Midsommerblot wypada 14 lipca. Dlaczego? Tego dokładnie nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że trawa i zioła są wtedy w rozkwicie! Tych dat trzymają się również współcześni norwescy wyznawcy Starych Bogów.

Tradycja palenia ogni sięga czasów pogańskich. Ogniska zapalano ku czci nordyckiej bogini Sunny (Słońca – Sol), gdy Słońce było najsilniejsze. Oddawano cześć jej mocom, a palone wówczas ogniska były naprawdę ogromne. Wierzono, że ogień rozpalony tego dnia ma moc oczyszczającą oraz ochronną. Ognisko takie dawniej nazywane było „brising”. Taki ogień powinien zostać wzniecony przez pocieranie o siebie dwóch kawałków drewna lub przy użyciu krzesiwa. Płomień, który narodził się w ten sposób, miał posiadać magiczne właściwości.

W całej Skandynawii przetrwała tradycja palenia ognisk. Mimo iż teraz w Norwegii obowiązuje zakaz palenia ognia między 15 kwietnia a 15 września, to akurat tego dnia jest on odwoływany, a ludziom jedynie po raz enty przypomina się, jakie zasady bezpieczeństwa należy zachować, paląc ognisko w lesie, górach czy nad wodą. W zależności od rejonu Norwegii ognie rozpala się albo na wodzie, albo na plaży wzdłuż wybrzeża, albo w górach. Ogniska pali tego dnia większość społeczeństwa, nie tylko poganie. Popularne jest też zakładanie wianków, które w okresie letnim można nawet kupić w sklepach odzieżowych (sztuczne oczywiście). Często stają się one nieodzownym dodatkiem do ubioru jak najbardziej współczesnego i ukwiecają nie tylko imprezy plenerowe, ale również zabawy w klubach nocnych.

Ludowe tradycje nocy przesilenia różniły się znacznie od tych, które po chrystianizacji proponował Kościół. W tym dniu bawiono się, a w programie obchodów święta zawsze były gry, tańce i pijaństwo. Od czasów reformacji, czyli ok. 1500 roku, Kościół starał się zwalczać te zwyczaje, piętnując je jako niemoralne. Tradycje te rzeczywiście osłabły w większej części Danii i Norwegii oraz w Wielkiej Brytani, natomiast w Szwecji, Finlandii, Estoni i na Litwie miały się nadal całkiem nieźle. Obrzędy związane z tym dniem w wielu państwach przetrwały do dziś. W Finlandii to święto obchodzi się nawet huczniej niż Przesilenie Zimowe.
Szwedzki duchowny rzymskokatolicki, Olaus Magnus, pisał w 1555 r., iż tej nocy ludzie, niezależnie od płci i wieku, zbierali się na placu miejskim lub gdzieś na zewnątrz, żeby tańczyć w blasku licznych ognisk. Podczas tańca śpiewano o bohaterskich czynach z przeszłości.
Piętnowano uczynki ludzi bez czci i sumienia, złych i tchórzliwych. Dziewczyny śpiewały o błędach i przewinach chłopców i mężów, takich jak hazard lub bójki w knajpach, natomiast młodzi mężczyźni o leniwych, fałszywych i plotkujących kobietach, o tym, jak bywają niewierne i że nie powinny narzekać na mężczyzn. Były też pieśni o leniwych marynarzach, nieuczciwych rolnikach, oszustach, skąpcach oraz ludziach nadużywających władzy. Celem było pokazanie młodzieży, jak ważny jest honor i uczciwość. Uczono tym samym, czego powinno się unikać, a jakie postępowanie jest uważane za wartościowe. Melodie, słowa i gesty przekazano kolejnym pokoleniom.

Tradycje popularne w Szwecji i Finlandii, ale już nie w Norwegii to pal letni, wokół którego odbywają się tańce. Najczęściej wykonany z klonu lub brzozy, przyozdobiony kwiatami i wstążkami. Jego specyficznym, norweskim odpowiednikiem jest pal całoroczny, również ozdabiany podczas przesilenia.
Pal jest symbolem płodności, w czasach pogańskich wiązanym z kultem Wanów. Możliwe też, że oprócz hołdu dla Freji i Freja, pal miał również inną symbolikę. Np. drzewa świata, Yggdrasila, łączącego światy bogów, ludzi, zmarłych, alfów i olbrzymów.
Latem na palu umieszcza się symbol Słońca, który o zmierzchu powinien zapłonąć, podpalony przy pomocy rytualnego ognia.

W tę wyjątkową noc można również wziąć ślub na jeden dzień. Tradycyjnie takie śluby mogą brać również dzieci – nie wiążą się z tym żadne dalsze konsekwencje, to jedynie zabawa. Na wsiach dzieci ubierane są w odświętne stroje ludowe i maszerują w pochodzie od jednego gospodarstwa do drugiego, żeby się pokazać. Takie śluby to symbol powstającego nowego związku, który będzie dojrzewać i przynosić dobre plony.
Podczas wieczornych ognisk w niektórych skandynawskich wsiach spala się kukły kobiety i mężczyzny, co ma symbolizować odejście starej pory i oczyszczenie ze starych problemów.

Noc Letniego Przesilenia to dobry czas na wróżby, przewidywanie przyszłości oraz kontakt ze światem duchów. Podczas tej najdłuższej i najjaśniejszej nocy w roku również magia miłosna jest najsilniejsza. Według opowieści ludowych to wtedy do świata ludzi przedostaje się wiele nieprzyjaznych istot, należy więc zachować liczne środki ostrożności. Najlepiej wszystkie, jakie tylko się zna. Jednym z nich jest mycie. Nie tylko całego ciała, ale również domu. Dobrze jest też popływać w jakimś uzdrawiającym źródełku czy wodzie znanej z właściwości leczniczych. Ponieważ w noc przesilenia woda ma niesamowitą moc, kąpiąc się w niej w tym czasie, można wyleczyć się na zawsze z kurzajek oraz wysypek.
Również nowe, młode listki posiadają moc chronienia przed istotami z innych światów. Dlatego powinno się przystrajać nimi zarówno domy, jak i stodoły, stajnie, obory i kurniki, żeby ochronić i ludzi, i zwierzęta. Dawniej w wielu miejscach stawiano przed wejściem duży krzew liściasty, żeby zablokować dostęp złym mocom. Podczas tej czerwcowej, magicznej nocy także kwiaty i zioła posiadają nadzwyczajne właściwości.

Dziewczyny zbierały w tym czasie kwiatki zwane popularnie rumiankiem, czyli marunę nadmorską (Tripleurospermum maritimum). Po norwesku jej nazwa to Balder-brå i nawiązuje do imienia nordyckiego boga Baldura oraz jego jasnych brwi. Rumianek należało przymocować na belce na poddaszu. Jeden kwiatek młode kobiety umieszczały tam dla siebie, a drugi dla ukochanego. Jeżeli kwiatki połączyły się, oznaczało to, że para niebawem weźmie ślub.

Jeden z piękniejszych zwyczajów to spacer po ukwieconej łące w dniu poprzedzającym noc środka lata. Kobiety zbierały wtedy różne dzikie kwiaty, a z najpiękniejszych plotły wianki. Podczas tego powolnego spaceru po łące, któremu zawsze towarzyszył uśmiech i radosny nastrój, śpiewano magiczne pieśni.
Po powrocie do domu wianki wieszano na ścianach. Zabawa kończyła się, gdy ogniska się dopaliły. Wtedy młodzi często kontynuowali imprezę już pod dachem. Jeżeli któryś z uczestników zabawy odważył się w nocy wyjść do lasu albo stodoły, mógł usłyszeć, jak zwierzęta rozmawiają. A jeżeli dostrzegł gdzieś płonące na niebiesko światło, powinien od razu zacząć w tym miejscu kopać – błękitna poświata oznaczała, że ukryty jest tam skarb.

Istnieje również przesąd, że w noc letniego przesilenia nie wolno kłaść się do łóżka. Jeżeli już musisz spać, to najlepiej na zewnątrz, ewentualnie w stodole. Można też spędzić noc w szałasie. Niektórych może odstraszyć i zapędzić z powrotem pod dachy deszcz. Jeżeli tej nocy pada, to znak, że padać będzie jeszcze przez następne sześć tygodni. Na dalekiej północy deszcz tej nocy oznaczał deszczowy rok, ale przynajmniej zapowiadało to również małą ilość gzów i komarów.

 

RELACJA ZE ŚWIĘTA – MIDSOMMERFEST 2017

W tym roku znaleźliśmy nowe miejsce rytualne, wręcz idealne na Midsommerfest. Nad Odrą, pod wielkim, starym dębem, na skraju lasu i z dostępem do małej plaży. W pobliżu wałów, na których właśnie zakwitły różne zioła. W cichej i rzadko uczęszczanej przez ludzi okolicy, gdzie można zobaczyć czaple, bażanty, lisy, sarny a nawet dziki. Jedynym mankamentem była obecność krwiożerczych komarów, które za nic sobie miały nasze produkty do odstraszania uciążliwych owadów. Ale przeżyliśmy a dym z ogniska w końcu przegonił insekty precz.

Ludzi przybyło znacznie więcej, niż się każdy z nas spodziewał i kameralne świętowanie przerodziło się w calkiem spore zgromadzenie pogan. Wydarzenie nie było otwarte a miejsce spotkania trzymane w tajemnicy, więc frekwencja zaskoczyła organizatorów. Jak widać, kiedy ktoś bardzo chce, to znajdzie sposób, żeby na święto dotrzeć. I bardzo dobrze! Bo towarzystwo okazał się niezwykle sympatyczne, skore do śmiechu i pracy oraz świadome tego gdzie jest i w jakim celu.

Przygotowania do obrzędu zaczęliśmy dość wcześnie, już od godziny 15. Nazbieraliśmy drewna na dwa ogniska: rytualne oraz tzw. robocze. Potem była wyprawa po zioła i kwiaty. Nad ogniskiem roboczym roztopiliśmy w garnku smalec i wykorzystując stare, bawełniane koszulki – rozpoczęliśmy produkcję pochodni. Równolegle odbywało się też wielkie plecenie wianków, śpiewy, muzykowanie i spożywanie różnych letnich przysmaków, które przygotowali uczestnicy. Były to i słodkie ciasteczka, i słone chlebki ale zdecydowanym hitem okazał się ajerkoniak domowej roboty! W międzyczasie zdążyliśmy omówić też przebieg rytuału, który nie do końca wyszedł zgodnie z planem, bo… wyszedł lepiej! Ale o tym później.

Jedynym z kluczowych elementów obrzędu miało być podpalenie symbolu Słońca. Zaczęliśmy więc przygotowywać koło słoneczne z gałęzi, ziół, kwiatów i kolorowych wstążek. W tym czasie powstawało też miejsce na ognisko ofiarne a pod dębem ułożyliśmy wszystkie dary dla bogów.
Zrobienie tego wszystkiego zajęło mam sporo czasu ale akurat tyle by zdążyć przed zachodem Słońca. O zmierzchu rozpoczęliśmy Blot Letni ku czci Sunny.
Najpierw, przy użyciu krzesiwa, zostało rozpalone ognisko. Od tego ognia odpaliliśmy 9 pochodni, przy pomocy których zostało stworzony krąg wokół zebranych ludzi. Jedna pochodnia odpalała się od drugiej jak w Havamål:

„57. Płomień od płomienia zapala się, aż się wypali,
Ogień wzniecasz od ognia;
Mąż od męża mądrości się uczy,
Mąż o mężu przez rozmowę o sobie wiedzą.”

Wezwany został Thor, Heimdal oraz Sunna. Wtedy zauważyliśmy, że wśród naszych rzeczy pozostawionych przy ognisku roboczym, buszuje kot. Została więc pozdrowiona również Freja. Kot okazał się kotką, która podeszła do nas, usiadła w pobliżu na ścieżce i obserwowała nasz krąg.

Ofiary zostało złożone do wody oraz do ognia. Wtedy 9 osób z pochodniami podeszło do symbolu solarnego, aby rozpalić światło i ciepło lata. Jednak zioła i kwiaty, z których zrobiony został solkrys były bardzo swieże i wcale nie miały ochoty się spalić. Pochodniarze pocili się już nieźle od wytworzonego gorąca a nasze koło rozpalało się bardzo wolno. I wtedy pomogły mam bębny i śpiew. Nawet nie wiem kto pierwszy rozpoczął galdr. Zrobiło się transowo, magicznie, jakby czas przestał istnieć. Koło spłonęło. Ten cykl się zakończył, nowy się rozpoczął.

Przyszedł czas na toasty. Były poważnie ale było też wesoło, w końcu święto płodności i życia nie może być ponure! Podziękowaliśmy za to co mamy. Zostawiliśmy za sobą to czego nie potrzebujemy i nie chcemy – w końcu to właśnie teraz ogień i woda mają najbardziej oczyszczającą moc. Chociaż… patrząc na mulisty odcień naszej Odry, ciężko to sobie uświadomić. Mimo iż rzece daleko było do źródlanej czystości, to odważni panowie zdecydowali się do niej wskoczyć. I wyłowić jakieś wianki 🙂 Z tego co wiem, żyją do dziś i cieszą się doskonałym zdrowiem, więc może w przyszłym roku będzie jeszcze więcej ochotników.
Po blocie odbyła się biesiada przy ognisku i muzyce, której już nie jestem w stanie opisać. Ale wiecie, że warto było tam być i długo będzie co wspominać! Zdjecia z naszych przygotowań do święta możesz obejrzeć w GALERII.

 

RELACJE UCZESTNIKÓW

Jan: Generalnie przyszedłem tam jako nowy, znałem tylko Olkę. Bardzo szybko zostałem przyjęty i przez całe wydarzenie miałem uczucie wspólnoty. W trakcie obrzedu czułem energie jak wzywany był Thor i Heimdal – nie potrafie opisac tego co czułem. Coś jakby coś było nad nami i nas obserwowało.  Jak galdrowalismy runy i podpalalismy koło to było jak trans, ogien tylko dodawał atmosfery. To było bardzo magiczne przeżycie i nie mogę się doczekać kolejnego blotu.

Ryży: Blot jak to blot zawsze dobry. Bo w dobrym towarzystwie. Anna – dzięki za kawałek dobrego spiczu. Aleksandra – będę tęsknić i mam nadzieje że w końcu wylądujesz w tej wodzie. Borysie pięknorzęsy nie fochuj się to dobry przydomek 😃. Dawid i Daniel – kawał „zbyt” solidnej roboty! Paweł – „poka sowe” make my day 😂. Dziękuję wszystkim którzy przybyli, chwała Wam!!

Ola: Wszystko wyszło lepiej niż się mogłam spodziewać. Mimo tego, że wszystko było ogarniane na bieżąco cieszę się, że wszyscy wzięli w tym udział i każdy pomagał przy konkretnych rzeczach. Dziękuję za obecnosć i za pomoc w organizacji, za próby wrzucenia do wody, za wykarczowaną trawę i za blot w cieniu dębu. Za skoki przez ogień, faktyczne kąpiele w rzece (auć), granie na żabkach i puszki Skavena. Wielką przyjemnoscią było robić to z Wami wszystkimi i dla Was. ❤