Dziennik podróży dzień pierwszy
Nasza podróż na Węgry zaczęła się wieczorem. Wyruszyliśmy z Wrocławia z godzinnym opóźnieniem, a w Krakowie ledwo zdążyliśmy przesiąść się na autokar do Budapesztu. Śpiący i głodni pomknęliśmy dalej bez przeszkód.
Dziennik podróży dzień drugi
Nad ranem przekroczyliśmy granicę węgierską i pierwsze, co nas zadziwiło i pozytywnie zaskoczyło, to ilość zieleni i drzew przy drodze oraz lasów. Budapeszt też okazał się zadziwiająco zielony w porównaniu do np. Wrocławia. Na dworcu w Budapeszcie byliśmy rano i, po zjedzeniu pizzy, zostaliśmy przywitani przez część węgierskiej ekipy, która miała być naszymi przewodnikami i towarzyszami w dalszej podróży nad Balaton. Bardzo miłym akcentem i znakiem rozpoznawczym był karton przygotowany przez chłopaków – z flagami Polski i Węgier oraz Mjolnirem.
Po szybkiej podróży metrem dotarliśmy na dworzec, skąd wyruszyliśmy pociągiem do Balatonudvari. W pociągu klimat bardzo letniskowy i przepisy sprzyjające nieśpiesznej podróży z zimnym piwkiem. Pociąg cały czas jechał wzdłuż Balatonu, do tego bardzo blisko brzegu, więc widoki były przepiękne. Na dworcu w Balatonudvari przywitał nas gospodarz miejsca, w którym mieliśmy spędzić najbliższy czas – Vendel.
Baltonudvari to malownicza letniskowa wioska – bardzo miłe miejsce, a dom, w którym się zatrzymaliśmy, znajdował się niedaleko jeziora i plaży. Po rozpakowaniu się i krótkim odpoczynku, cała gromadą poszliśmy na plażę, kąpać się w jeziorze. Wieczorem, kiedy zjechali się już pozostali Węgrzy, urządziliśmy sobie wieczorek zapoznawczy przy grillu i palince. Węgrzy zaraz po przyjeździe przygotowali miejsce, w którym wystawili swoje figurki bogów, przedmioty rytualne oraz drobne
ofiary czy przedmioty do uświęcenia. W ten sposób stworzyli piękny ołtarz, dzięki czemu od razu poczuło się atmosferę święta. Bardzo spodobał się nam ten zwyczaj i warto by go było przenieść na polski grunt.
Dziennik podróży dzień trzeci
Trzeciego dnia, po sutym śniadaniu, część wyruszyła na zakupy, a my z Balintem pojechaliśmy zwiedzać piękny półwysep Tihany. Żar lał się z nieba, ale mimo to udało nam się przespacerować po tym naprawdę malowniczym miejscu. Fotografowie mogliby tam spędzić cały dzień, a i tak pewnie nie mieliby dosyć. Tihany to urocze strome uliczki, niespotykana u nas roślinność i piękne kamienne
domy – niektóre kryte strzechą, a do tego bardzo dużo straganów i sklepików z wyrobami z lawendy, której zapach unosi się wszędzie oraz sklepików z papryką w każdej postaci. Po powrocie z wycieczki i obiedzie – a trzeba powiedzieć, że nasi węgierscy gospodarze mają niesamowitego skilla do gotowania – poszliśmy wszyscy na plażę, odpocząć. Pod wieczór wyruszyliśmy na blot do miejsca ukrytego w pobliskim lesie, które okazało się być opuszczoną winnicą. Wspólnie przygotowaliśmy miejsce na blot, które było bardzo klimatyczne. Sam blot był bardzo uroczysty, pięknie przygotowany i poprowadzony przez Vendela i Balina. Coś, co nas bardzo zaskoczyło, to niesamowicie długie przemowy i toasty podczas blotu, ludzie mieli naprawdę dużo do powiedzenia. Zabawnym akcentem
były odwiedziny latającej wiewiórki tuż przed obrzędem, pojawiła się na miejscu blotu i patrzyła zaciekawiona na to, co się tu wyrabia. Wróciliśmy późnym wieczorem, a ponieważ byliśmy bardzo zmęczeni, biesiadowanie przełożyliśmy na następny dzień.
Dziennik podróży dzień czwarty
Czwarty dzień był dniem odpoczynku i relaksu, spędziliśmy go bardzo miło na rozmowach i zacieśnianiu więzi. Odbyliśmy ciekawą rozmowę/wywiad z Markiem, który pytał się nas o asatru w Polsce. Część dnia oczywiście spędziliśmy na plaży, a Balaton jest bardzo dużym, płytkim i ciepłym jeziorem. Wieczorem, kiedy już się zrobiło troszkę chłodniej, rozpaliliśmy grilla. Skaven wykrakał, że burza znajdzie się nad nami, gdy jedzenie będzie już gotowe. Jego słowa się sprawdziły. Resztę
wieczoru spędziliśmy na rozmowach, jedząc przepyszne jedzenie i pijąc palinkę. Węgrzy naprawdę niesamowicie gotują i ich grille to prawdziwe uczty. Wznieśliśmy też róg z miodem za rychłe spotkanie i kolejne święto, które spędzimy razem.
Dziennik podróży dzień piąty Piąty dzień był dniem wyjazdu do Polski i pożegnań. W południe wyruszyliśmy w drogę powrotną, a następnego dnia rano byliśmy już w domu.
P.S. Wracając, w Budapeszcie znaleźliśmy wioskę smerfów 😉 😀

Fotorelację z wydarzenia możesz obejrzeć w naszej galerii.