„Co nam daje związek wyznaniowy” 

Relacja z dyskusji przeprowadzonej na Althingu 2017

Autor: Paweł Szymborski, Okręg Pomorski

„Po co nam właściwie ten związek wyznaniowy? Zwykła formalność, zbędny konformizm czy może dowód na to, że zaczynamy patrzeć bardziej dalekosiężnie niż na czubek własnego nosa? Podczas panelu dyskusyjnego porozmawiamy o konkretnych powodach, dla których w kulturze, w jakiej żyjemy, warto starać się o zarejestrowanie starowierstwa germańskiego jako religii w świetle obowiązującego prawa państwowego. Przedstawimy i omówimy konkretne, „z życia wzięte” sytuacje, które przytrafiają się nam lub mogą przytrafić w życiu codziennym, a na które istnienie/nieistnienie związku wyznaniowego wywiera realny wpływ. Spróbujemy spojrzeć na kwestię rejestracji “Starej Wiary” przez pryzmat “prawdziwego życia”, nie tylko internetowych memów i dyskusji na fejsbukowych grupach” – tak brzmiało założenie, jakie podjąłem, wpadając na pomysł przygotowania panelu dyskusyjnego, który dotyczyłby korzyści dla przeciętnego polskiego starowiercy germańskiego płynących z należenia do związku wyznaniowego.
Moim podstawowym celem było ukazanie tej kwestii w praktyce i zwrócenie uwagi na potrzebę przedstawiania konkretnych, realnych i wymiernych korzyści jako bezpośrednich powodów, dla których warto podpisać się pod wnioskiem o rejestrację związku wyznaniowego. Wyszedłem bowiem z założenia, że to właśnie one mają największe szanse przekonać sporą rzeszę niezdecydowanych osób z grupy docelowej.

zwiazek wyznaniowy

Jako wstęp i przyczynek do dyskusji, razem z Agnieszką i Dawidem, przedstawiliśmy kilka krótkich scenek rodzajowych, ukazujących – dla uwypuklenia różnic w sposób dość mocno przekoloryzowany – przykładowe sytuajce z życia codziennego, związane bezpśrednio z istnieniem bądź nieistnieniem w Polsce Związku Wyznaniowego Starowierców Germańskich.
Każda ze scenek została przedstawiona w dwóch wersjach – najpierw negatywnej, czyli takiej, gdy nie istnieje w Polsce żadna formalna organizacja zrzeszająca starowierców germańskich, oraz pozytywnej, czyli takiej, gdzie związek wyznaniowy „Stara Wiara” został już zarejestrowany.

 

SCENKA NR 1
„Jest pan urzędnikiem, a to zobowiązuje”
MIEJSCE: Gabinet szefa
OSOBY: pracownik i pracodawca

Wersja negatywna
Przełożony: Panie ….., proszę zamknąć drzwi i usiąść. Sprawa jest dość delikatna.

Pracownik: Tak?

Przełożony: Otóż… chodzi o to, że widziano pana niedawno w dosyć… dziwacznej sytuacji. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie powinienem ingerować w pana życie prywatne, ale mam nadzieję, że zdaje sobie pan sprawę z tego, że z pana stanowiskiem powinien pan dbać o swój wizerunek. Jest pan urzędnikiem państwowym, a to zobowiązuje.

Pracownik: Oczywiście, ale jaka to sytuacja?

Przełożony: Hmmm… Widziano pana w lesie w grupie dziwnie ubranych ludzi, z dość niecodziennymi rekwizytami. Podobno piliście alkohol, paliliście ognisko w miejscu do tego nieprzeznaczonym i wykrzykiwaliście niezrozumiałe rzeczy. Czy jest pan w stanie to jakoś wytłumaczyć?

Pracownik: Panie dyrektorze, to był rytuał religijny.

Przełożony: A można wiedzieć jakiej religii?

Pracownik: Nooo… asatru.

Przełożony: Słucham?

Pracownik: Pogaństwo. Germańskie. Tego… nooo…. rodzimowierstwo. Nooo… politeizm taki.

Przełożony: Mhmmm… A konkretnie?

Pracownik: Nooo konkretnie to asatru.

Przełożony: Nie znam takiej religii. Może pan po prostu podać nazwę kościoła?

Pracownik: Nie mamy żadnego kościoła. To jest religia rekonstrukcyjna, naturalna, a religie naturalne nie uznają formalnego zrzeszania się, każdy może je wyznawać tak, jak chce.

Przełożony: Czyli to nie jest taka prawdziwa religia, tak?

Pracownik: Nie no, jest prawdziwa. Tylko nie zrzeszamy się formalnie, bo to jest religia naturalna…

Przełożony: Czyli nie należy pan do żadnej legalnie działającej w Polsce organizacji religijnej?

Pracownik: Nie, do organizacji to nie, ale mamy grupę na facebooku i stronę internetową…

 

Wersja pozytywna
Przełożony: Panie ….., proszę zamknąć drzwi i usiąść. Sprawa jest dość delikatna.

Pracownik: Tak?

Przełożony: Otóż… chodzi o to, że widziano pana niedawno w dosyć… dziwacznej sytuacji. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie powinienem ingerować w pana życie prywatne, ale mam nadzieję, że zdaje sobie pan sprawę z tego, że z pana stanowiskiem powinien pan dbać o swój wizerunek. Jest pan urzędnikiem państwowym, a to zobowiązuje.

Pracownik: Oczywiście, ale jaka to sytuacja?

Przełożony: Hmmm… Widziano pana w lesie w grupie dziwnie ubranych ludzi, z dość niecodziennymi rekwizytami. Podobno piliście alkohol, paliliście ognisko w miejscu do tego nieprzeznaczonym i wykrzykiwaliście niezrozumiałe rzeczy. Czy jest pan w stanie to jakoś wytłumaczyć?

Pracownik: Ależ oczywiście, panie dyrektorze. Osoba, która mnie widziała, musiała mieć na myśli rytuał religijny, w którym uczestniczyłem.

Przełożony: A można wiedzieć jakiej religii?

Pracownik: starowierstwo germańskie.

Przełożony: Słucham? Nigdy wcześniej nie słyszałem o takiej religii.

Pracownik: Należę do Związku Wyznaniowego Starowierców Germańskich „Stara Wiara”, a sytuacja, o której pan mówi była legalnie odprawianym rytuałem religijnym ……. okręgu tegoż związku wyznaniowego. Natomiast las, o którym pan mówi znajduje się na terenie działki jednego z naszych członków, który regularnie udostępnia okręgowi ten teren na potrzeby odprawiania obrzędów. Ognisko było odpowiednio zabezpieczone, a rzeczony alkohol to miód pitny używany w celach rytualnych jako napój ofiarny i do wznoszenia toastów podczas obrzędu.

DSC_0497

SCENKA NR 2
„Czy mają państwo z synem jakieś problemy?”
MIEJSCE: Szkoła
OSOBY: rodzic i nauczyciel

 

Wersja negatywna
Matka: Dzień dobry. Czy coś się stało?

Nauczycielka: Dzień dobry. Proszę usiąść. Sytuacja jest dla mnie dość niezręczna… Pozwoliłam sobie panią wezwać, ponieważ pani syn podczas lekcji etyki dotyczącej wyznań religijnych oznajmił, że jest…. asa… przepraszam, nie potrafię dokładnie powtórzyć tej nazwy. Obawiam się jednak, że ….. może należeć do jakiejś sekty lub interesować się… czymś dziwnym…

Matka: Asatryjczykiem?

Nauczycielka: Tak, właśnie. Dokładnie tak powiedział. Czy ma pani z synem jakieś problemy?

Matka: Nie, nie mam żadnych problemów. Ja też jestem asatryjką.

Nauczycielka: Ale co to znaczy? Przecież nie ma takiej religii…

Matka: Ależ jest!

Nauczycielka: Nigdy o takiej nie słyszałam. Pani od etyki też nie, ani nasz katecheta.

Matka: To, że państwo o czymś nie słyszeli, nie znaczy, że to nie istnieje. Proszę sobie sprawdzić w Wikipedii albo wyszukać stronę Asatru Polska.

Nauczycielka: Asatru Polska? To jakiś związek wyznaniowy, tak?

Matka: Nie, ale tam jest wyjaśnione, czym jest asatru.

Nauczycielka: Czyli to jest normalna religia, czy jakaś sekta?

Matka: Normalna religia, tyle że naturalna. Nie mamy związku wyznaniowego, ale mamy stronę w internecie i na Facebooku. A w Islandii jest związek wyznaniowy i nawet świątynia.

Nauczycielka: W Islandii? Hmmm… A w Polsce?

Wersja pozytywna
Matka: Dzień dobry. Czy coś się stało?

Nauczycielka: Dzień dobry. Proszę usiąść. Sytuacja jest dla mnie dość niezręczna… Pozwoliłam sobie panią wezwać, ponieważ pani syn podczas lekcji etyki dotyczącej wyznań religijnych oznajmił, że jest…. asa… przepraszam, nie potrafię dokładnie powtórzyć tej nazwy. Obawiam się jednak, że ….. może należeć do jakiejś sekty lub interesować się… czymś dziwnym…

Matka: Asatryjczykiem?

Nauczycielka: Tak, właśnie. Dokładnie tak powiedział. Czy ma pani z synem jakieś problemy?

Matka: Nie, nie mam żadnych problemów. Ja też jestem asatryjką.

Nauczycielka: Ale co to znaczy? Przecież nie ma takiej religii…

Matka: Wprost przeciwnie. Asatryjczyk to po prostu taka potoczna nazwa Starowiercy Germańskiego.

Nauczycielka: Nigdy o takiej religii nie słyszałam. Pani od etyki też nie, ani nasz katecheta.

Matka: Proszę więc sprawdzić w Rejestrze Kościołów i Innych Związków Wyznaniowych. Należymy do Związku Wyznaniowego Starowierców Germańskich „Stara Wiara” zarejestrowanego w Polsce w 2018 roku. Jeśli pani od etyki jest zainteresowana szerszymi informacjami i przedstawieniem swoim uczniom naszej religii w ramach poznawania wyznań religijnych może poprosić mojego syna o przygotowanie na lekcję prezentacji na ten temat. Na pewno chętnie opowie o tym swoim kolegom.

DSC_0581

SCENKA NR 3
„Wysoki Sądzie, no bo on jest w sekcie!”
MIEJSCE: Sąd – rozprawa rozwodowa
OSOBY: skłóceni małżonkowie i sędzia

Wersja negatywna
Żona: Wysoki sądzie, chciałabym też zauważyć, że mój mąż absolutnie nie powinien zajmować się naszymi dziećmi. Ma na nie zły wpływ. Dlatego wnoszę również o ograniczenie mu władzy rodzicielskiej.

Sędzia: A czym objawia się ten zły wpływ?

Żona: Wysoki sądzie, no bo on jest w sekcie! Poważnie mówię! Chodzi z tą sektą po lasach. Odstawiają tam libacje alkoholowe, odprawiają jakieś magiczne rytuały, składają ofiary demonom. A czasem wyjeżdża na cały weekend i raz zabrał dzieci na taki wyjazd. I oni tam rzucali nożami i toporami i pili przy dzieciach. I zabrał ich na taki rytuał, gdzie czarowali i pili i przyzywali duchy. Ja nie wiem, czy tam mi coś dzieciaków nie opęta kiedyś. Bo on to jest jakiś opętany. Niech wysoki sąd zobaczy, jak on ma włosy wygolone i ma na szyi jakiś magiczny znak. A poza tym to boję się, że oni tam dają dzieciom alkohol, albo gorzej, może robią zbiorowe orgie. A jak będą potrzebowali dziewicy, to wezmą moją córkę i…

Sędzia: Pani powódko, proszę się uspokoić.

Mąż: Wysoki sądzie, ale to są jakieś bzdury!

Sędzia: Czyli zaprzecza pan temu, co mówi żona?

Mąż: No bo to wszystko zupełnie nie tak. Nie jestem w żadnej sekcie. Ona takie rzeczy opowiada, żeby mi zrobić na złość i zabrać mi dzieci!

Sędzia: Czyli twierdzi pan, że nigdy nie zabierał dzieci na żadne rytuały?

Mąż: Na rytuały to zabierałem. Ale tylko na blot.

Żona: A widzi sąd! Mówiłam!

Sędzia: Panie pozwany, proszę w takim razie wyjaśnić, co to takiego.

Mąż: Jestem asatryjczykiem i zabierałem dzieci na obrzędy religijne…. Na święta… I nie dawałem im alkoholu. Oni mieli sok w rogu. I to prawda, starszy syn rzucał toporem, ale to była tylko taka zabawa. I nie czarowaliśmy. Znaczy tylko jedna szamanka wróżyła z run i galdrowała, ale to w zasadzie nie są czary… Bo asatryjczycy nie czarują jak wiccanie, tylko twardo stąpają po ziemi….

Sędzia: A jak nazywa się wyznanie, do którego pan należy?

Mąż: yyyy… nooo… asatru, znaczy pogaństwo germańskie….

Sędzia: A jak nazywa się organizacja, do której pan należy?

Mąż: No… nie należę do żadnej organizacji. My tak tylko z grupą znajomych sobie odprawiamy bloty na święta, a czasem jeżdżę na Dni Wiedzy Pogańskiej i na Wrocławskie Spotkania Asatryjskie.

Sędzia: A kto jest ich organizatorem?

Mąż: Znajomi z internetu. Poganie Wrocławscy albo Asatru Polska.

Sędzia: To jakieś związki wyznaniowe, stowarzyszenia?

Mąż: No nie, tylko grupy na Facebooku. I kiedyś mieliśmy forum w internecie, ale teraz już nikt go nie używa. Ale tam należą ludzie z całej Polski i zagranicą to są normalne legalne organizacje, tylko w Polsce nie mamy, bo uważamy, że religie naturalne tego nie potrzebują.

 

Wersja pozytywna
Żona: Wysoki sądzie, chciałabym też zauważyć, że mój mąż absolutnie nie powinien zajmować się naszymi dziećmi. Ma na nie zły wpływ. Dlatego wnoszę również o ograniczenie mu władzy rodzicielskiej.

Sędzia: A czym objawia się ten zły wpływ?

Żona: Wysoki sądzie, no bo on jest w sekcie! Poważnie mówię! Chodzi z tą sektą po lasach. Odstawiają tam libacje alkoholowe, odprawiają jakieś magiczne rytuały, składają ofiary demonom. A czasem wyjeżdża na cały weekend i raz zabrał dzieci na taki wyjazd. I oni tam rzucali nożami i toporami i pili przy dzieciach. I zabrał ich na taki rytuał, gdzie czarowali i pili i przyzywali duchy. Ja nie wiem, czy tam mi coś dzieciaków nie opęta kiedyś. Bo on to jest jakiś opętany. Niech wysoki sąd zobaczy, jak on ma włosy wygolone i ma na szyi jakiś magiczny znak. A poza tym to boję się, że oni tam dają dzieciom alkohol, albo gorzej, może robią zbiorowe orgie. A jak będą potrzebowali dziewicy, to wezmą moją córkę i…

Sędzia: Pani powódko, proszę się uspokoić.

Mąż: Wysoki sądzie, ale to są jakieś bzdury!

Sędzia: Czyli zaprzecza pan temu, co mówi żona?

Mąż: Owszem, zaprzeczam. Co więcej, są to oszczerstwa i pomówienia skierowane nie tylko w moją stronę, ale godzą one również w dobre imię związku wyznaniowego, którego od lat jestem członkiem.

Żona: Bezczelny!

Sędzia: Pani powódko, jeszcze raz proszę o spokój, bo będę zmuszony ukarać panią karą porządkową w wysokości 500 zł. Panie pozwany, proszę zatem przedstawić swoją wersję wydarzeń.

Mąż: Oczywiście, Wysoki Sądzie. Od kilku lat należę do legalnie działającego na terenie naszego kraju Związku Wyznaniowego Starowierców Germańskich „Stara Wiara” i moja żona doskonale o tym wie. Ponieważ żona nie chciała nigdy uczestniczyć w naszych spotkaniach, swoje insynuacje opiera wyłącznie na zgrabnie przekoloryzowanych plotkach i pomówieniach. W rzeczywistości owszem, zabierałem kilkakrotnie moje dzieci na święta i obrzędy organizowane przez związek, aby miały okazję poznać moją religię w praktyce. Wszystkie obrzędy jednak odbywają się zgodnie z prawem, w przeznaczonych do tego miejscach. Podczas żadnego z nich nie zostało dotąd złamane prawo. Alkohol w celach rytualnych, owszem, jest używany, jednak piją go wyłącznie osoby pełnoletnie.
Sędzia: A co z użyciem niebezpiecznych przedmiotów?

Mąż: Podczas jednego ze świąt organizowane były dodatkowe zajęcia rekreacyjno-sportowe dla chętnych z użyciem broni ćwiczebnej, jednak zapewnione zostały wszelkie środki bezpieczeństwa, a zajęcia prowadzone były przez osobę do tego uprawnioną. Wszystkie swoje słowa jestem w stanie udowodnić, przedstawiając stosowną dokumentację oraz powołując wiarygodnych świadków. Ostrzegam jednak powódkę, że jeśli nie zaprzestanie swoich bezpodstawnych oskarżeń, mogę wnieść tę sprawę do Rady Związku i zwrócić się z prośbą o zapewnienie mi pomocy prawnej w związku z przejawami dyskryminacji religijnej.

DSC_0126
SCENKA NR 4 – BONUS
„Mamo, Tato, biorę ślub!”
MIEJSCE: Dom rodzinny
OSOBY: matka, ojciec, dorosły syn

Wersja negatywna
Syn: Mamo, tato, zdecydowaliśmy z Kasią, że się pobieramy. Najpierw będzie ślub cywilny w urzędzie, a potem pojedziemy na działkę wujka Kasi i tam zrobimy krótki, uroczysty obrzęd. Kto nie będzie chciał brać w nim udziału, zostanie od razu zawieziony do restauracji i tam będzie zapewniony dla tych osób wcześniejszy poczęstunek. Babcia Kasi obiecała, że zajmie się tymi osobami, jeżeli takie będą.

Matka: Ale jaki obrzęd? Co ty opowiadasz? Mamy jechać robić jakieś te wasze czary-mary? Nie możecie wziąć normalnego ślubu?

Syn: Mamo, to tylko krótka, symboliczna uroczystość. I jeśli ktoś z gości nie będzie miał ochoty, to nie musi brać w niej udziału. Jednak wiele zaproszonych osób…

Matka: A co na to powie dziadek? Chcesz, żeby dostał zawału? I co? Ciotka Marysia nas znowu obgada. Przez te twoje dziwne pomysły zawsze są jakieś konflikty w tej rodzinie! Czemu ty nie możesz być normalny?

Syn: Mamo, to jest ślub mój i Kasi i chcemy, żeby odbył się po naszemu. To dla nas ważne. Nie bierzemy ślubu dla dziadka i ciotki Marysi, tylko dla siebie! A poza tym ty znowu szydzisz z naszej religii.

Matka: Jakiej religii? Przecież to nie jest żadna religia!

Syn: Owszem, jest! Tłumaczyłem wam to już milion razy!

Ojciec: Synu, ja rozumiem, że jesteś niewierzący, ale nic by się nie stało, gdybyś ograniczył się do normalnego ślubu w urzędzie stanu cywilnego. Nikt przecież nie każe wam brać ślubu kościelnego.

Syn: Tato, ale ja nie jestem niewierzący! Ile razy mam wam to tłumaczyć?!

Ojciec: Tak, rozumiem. Ale po co robić jakieś dodatkowe szopki? Przecież wystarczy iść do urzędu, a jak chcecie sobie organizować coś dodatkowego, to możecie kiedy indziej tylko dla znajomych się przebrać w te wasze zgrzebne szaty i zagrać sobie tę scenkę. Ja wiem, że w USA czy w Anglii to jest normalne, że się takie udziwnienia robi na ślubach, ale w Polsce to nie przejdzie.

Syn: A nie możecie po prostu uszanować mojej religii?

Ojciec: Ale co to jest za religia? Jakby to była religia, to byście normalnie brali ślub w jakimś kościele czy innym meczecie, a nie na działce wujka. Z księdzem, pastorem czy innym rabinem, imamem…

Syn: To, że nie mamy kapłana i świątyni, to nie znaczy, że nie mamy religii!

Ojciec: A macie chociaż zarejestrowany związek wyznaniowy, czy tylko grupę na Facebooku?

Wersja pozytywna
Syn: Mamo, tato, zdecydowaliśmy z Kasią, że się pobieramy. Najpierw będzie ślub cywilny w urzędzie, a potem pojedziemy na działkę wujka Kasi i tam zrobimy krótki, uroczysty obrzęd. Kto nie będzie chciał brać w nim udziału, zostanie od razu zawieziony do restauracji i tam będzie zapewniony dla tych osób wcześniejszy poczęstunek. Babcia Kasi obiecała, że zajmie się tymi osobami, jeżeli takie będą.

Matka: Ale jaki obrzęd? Co ty opowiadasz? Mamy jechać robić jakieś te wasze czary-mary? Nie możecie wziąć normalnego ślubu?

Syn: Mamo, to tylko krótka, symboliczna uroczystość. I jeśli ktoś z gości nie będzie miał ochoty, to nie musi brać w niej udziału. Jednak wiele zaproszonych osób…

Matka: A co na to powie dziadek? Chcesz, żeby dostał zawału? I co? Ciotka Marysia nas znowu obgada. Przez te twoje dziwne pomysły zawsze są jakieś konflikty w tej rodzinie! Czemu ty nie możesz być normalny?

Syn: Mamo, to jest ślub mój i Kasi i bardzo nam zależy na tym, żeby odbył się właśnie w ten sposób. To dla nas ważne. Chcielibyśmy zaprosić zarówno rodzinę i przyjaciół, jak i osoby z naszego związku wyznaniowego. Zależy nam na tym, a nie mamy możliwości zorganizować dwóch oddzielnych uroczystości.

Matka: Ty znowu z tą swoją sektą… Synu, bój się Boga!

Syn: Mamo, tyle razy ci tłumaczyłem, że to nie żadna sekta, ale działający w Polsce legalnie i zgodnie z prawem związek wyznaniowy. Proszę cię, żebyś przyjęła to do wiadomości.

Ojciec: Synu, ja rozumiem, że jesteś niewierzący, ale nic by się nie stało, gdybyś ograniczył się do normalnego ślubu w urzędzie stanu cywilnego. Nikt przecież nie każe wam brać ślubu kościelnego.

Syn: Tato, nie jestem niewierzący. Przecież przed chwilą powiedziałem, że jestem członkiem związku wyznaniowego. Bardzo was proszę, abyście to zaakceptowali.

Ojciec: Tak, rozumiem. Ale po co robić jakieś dodatkowe szopki? Przecież wystarczy iść do urzędu, a jak chcecie sobie organizować coś dodatkowego, to możecie kiedy indziej tylko dla znajomych się przebrać w te wasze zgrzebne szaty i zagrać sobie tę scenkę. Ja wiem, że w USA czy w Anglii to jest normalne, że się takie udziwnienia robi na ślubach, ale w Polsce to nie przejdzie.

Syn: Nie chodzi tylko o mnie. Chciałbym, abyście powstrzymali się od takich komentarzy przy rodzinie Kasi, ponieważ niektórzy z jej krewnych także są starowiercami germańskimi. Przecież nie chcielibyście, żeby krewni waszej synowej poczuli się niezręcznie, prawda? W dodatku niektórzy z nich to starsze osoby, przywiązane do swojej tradycji, które przyjadą na nasz ślub aż z Norwegii. To między innymi z myślą o nich zdecydowaliśmy się na takie połączenie ceremonii.

Ojciec: To rodzina Kasi też tak ma? Nooo… To chyba musimy to zaakceptować. Tylko porozmawiaj najpierw z dziadkiem i mu to wyjaśnij, ok? A ciotkę Maryśkę już jakoś załatwię, żeby nam nie narobiła wstydu przed rodziną Kasi. A czemu to będzie na działce? Nie macie żadnej świątyni?

Syn: W Polsce dopiero od kilku lat mamy związek wyznaniowy. Świątynie są, ale w tych krajach, w których starowierstwo germańskie działa najdłużej. Może kiedyś też zbudujemy. A może nie, bo wolimy obrzędy na świeżym powietrzu, na łonie natury.

Ojciec: A kto u was udziela takiego ślubu? Macie jakiegoś kapłana?

Syn: Nie mamy kapłanów. Obrzędy zwykle prowadzą po prostu szanowane w danej społeczności osoby. Naszą ceremonię będzie prowadził wujek Kasi. Na pewno go polubicie, to przemiły, bardzo mądry człowiek. Zobaczycie, to będzie naprawdę piękna uroczystość i na pewno nikt nie poczuje się nią urażony.

DSC_0498
Na podstawie odegranych przez nas scenek, razem z uczestnikami dyskusji, staraliśmy się odpowiedzieć sobie na pytanie, na czym polega różnica w odbiorze przedstawionych sytuacji w wersjach negatywnych i pozytywnych. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że bohaterowie wersji pozytywnych są traktowani poważniej i trudniej jest lekceważyć ich argumentację. Ponadto przynależność do związku wyznaniowego daje im pewien stopień ochrony prawnej, pozwalający poradzić sobie w trudnych sytuacjach łatwiej niż miałoby to miejsce w przypadkach „negatywnych”. Większość osób biorących udział w panelu zgodziło się co do tego, że formalna organizacja nie tylko może więcej niż osoba fizyczna, ale także oddziałuje psychologicznie, wywołując „poważniejsze” wrażenie.
Pojawiały się także głosy sceptyczne, twierdzące, że w świetle mentalności polskiego społeczeństwa, sprawa nie przedstawia się wcale tak prosto i jasno. Niektóre osoby nie były przekonane, czy rejestracja związeku wyznaniowego będzie wystarczającym powodem do zmiany podejścia współczesnych Polaków do rekonstrukcyjnych religii politeistycznych i ich wyznawców. Okazuje się, że wielu z nas nadal obawia się dyskryminacji. Mimo wszystko jesteśmy zgodni co do tego, że warto podejmować próby zmian, choćby i małymi krokami, nawet jeżeli na pożądane efekty będzie trzeba poczekać jeszcze sporo czasu. Jeden z uczestników bardzo trafnie podsumował tę myśl: „Nawet jeśli my sami na tym nie skorzystamy tak bardzo, jak byśmy chcieli, to na pewno skorzystają nasze dzieci czy kolejne pokolenia”.
Następnie zastanowiliśmy się, czy przychodzą nam do głowy inne sytuacje życiowe, w których związek wyznaniowy może pomóc w tym, byśmy byli traktowani poważniej. Padły tutaj takie pomysły jak poszukiwanie akceptacji krewnych (np. rodziców czy dziadków), możliwość uzgodnienia z pracodawcą dni wolnych od pracy/terminów urlopów w czasie obchodzonych świąt, ciekawsze możliwości związane z rytuałami religijno-społecznymi (ślubami, pochówkami) czy możliwość objęcia opieką miejsc i obiektów dziedzictwa kulturowego.
Znalazły się także wśród nas osoby, które otwarcie przyznały, że zdarzyło im się znaleźć w sytuacjach podobnych do tych, które przedstawiliśmy w scenkach. Wielu innych uczestników wspominało natomiast o tym, że obawia się tego typu zdarzeń.
Zadaliśmy też sobie pytanie, czy bardziej konkretny i obrazowy sposób przedstawiania rzeczywistych korzyści płynących z rejestracji związku wyznaniowego mógłby znacząco wpłynąć na decyzje osób jeszcze niezdecydowanych na podpisanie się pod wnioskiem. Większość dyskutujących była jednak zdania, że nie w tym rzecz. Zdecydowanie najwięcej osób uważa, że powodem niezdecydowania jest niemożliwość lub niewystarczające chęci znalezienia czasu na wizytę u notariusza oraz irracjonalny „lęk przed urzędnikiem państwowym”. Szanuję te głosy, osobiście jednak nie czuję się do końca przekonany tą argumentacją i pozwolę sobie pozostać przy swojej opinii, że istnieje jednak spora grupa osób, dla których bezpośrednim powodem niezdecydowania jest sposób przedstawiania argumentów optujących za złożeniem podpisu pod wnioskiem. Wydaje mi się, że dla tego konkretnego grona konkretne korzyści w życiu codziennym mogą okazać się znacznie mocniejszą argumentacją niż potrzeba identyfikacji społecznej w grupie współwyznawców. Pozostaje to jednak moją prywatną, subiektywną opinią, raczej stojącą w sprzeczności ze zdaniem większości osób uczestniczących w niniejszej dyskusji. A może zasadnym byłoby oddanie głosu samym osobom niezdecydowanym i zapytanie ich o powody ich postawy, np. w formie otwartej, jawnej dyskusji lub anonimowej ankiety?
Podsumowując dyskusję, doszliśmy – tym razem zgodnie – do wniosku, że podstawowe obszary, na które może wpłynąć rejestracja związku wyznaniowego to: PRACA, SZKOŁA, ADMINISTRACJA, RODZINA, czyli najważniejsze aspekty życia codziennego przeciętnego człowieka żyjącego we współczesnym społeczeństwie.

 

WNIOSKI Z DYSKUSJI:

– Istnienie związku wyznaniowego oddziałuje psychologicznie na społeczeństwo, sprawia, że wyznawcy do takiego związku należący są traktowani poważniej w sprawach urzędowych, służbowych oraz prywatnych.

– Ochrona prawna, jaką może dawać związek wyznaniowy jest istotnym czynnikem podnoszącym poczucie bezpieczeństwa osób obawiających się dyskryminacji.

– Znacząca poprawa sytuacji wymaga czasu ze względu na mentalność polskiego społeczeństwa.

– Wielu starowierców germańskich w Polsce nadal obawia się dyskryminacji na tle religijnym i negatywnych reakcji społecznych.

– Podstawowe obszary życia codziennego, na które może wpłynąć rejestracja związku wyznaniowego to: PRACA, SZKOŁA, ADMINISTRACJA, RODZINA.

– Być może warto raz jeszcze zastanowić się nad przyczynami, dla których wiele osób nie zdecydowało się jeszcze na złożenie podpisu pod wnioskiem rejestracyjnym, zbadanie ich potrzebi rozważenie wyjścia im naprzeciw.